Dokładnie jak w tytule. Nie umiem się ogarnąć. Myślałam, że wiem czego chcę od życia. I nagle okazuję się, że nie. Szlag by to wszystko trafił. I jestem zła na siebie na wszystko na Pana Boga.
Bo się staram próbuję. Naprawdę chcę żeby wszystko się poukładało. Chcę poukładać wszystko. Tylko że ja tak jakoś to robię że zaraz wszystko spieprzę.
Nie mam komu zaufać. A jak już zaufam to wszyscy odchodzą babcia, dziadek.... Na rodziców nigdy nie mogłam liczyć-wiadomo. A ja wciąż próbuję. Wciąż z uporem maniak wierzę, że walka z wiatrakami się opłaci, że ona się zmieni jak za dotknięcie czarodziejskiej różdżki, że wreszcie zrozumie. Czy to grzech, że chcę być kochana przez rodziców? Że che poczuć na włąsnej skórze smak rodzicielskiej miłości? Najwyraźniej
Tak wiem mam przyjaciół, oho nawet mogę powiedzieć, że w liczbie mnogiej, tak. Wiem powinnam się cieszyć bo niektórzy nawet tego nie mają. Ale ja mam to gdzieś bo ile bym dałaby zamiast tylu życzliwych uśmiechów, które dają mi dobrzy obcy ludzie otrzymać jeden życzliwy uśmiech matki. Próżna to nadzieja. I ja to wiem, ale to boli. Nie mogę się uporać z tymi uczuciami. I wciąż przepełniona buntem na ten fakt pytam życia: czemu dostaje tyle ciepła od ludzi którzy bądź co bądź są mi zupełni obcy, a ze strony tak zwanych "najbliższych" nic tylko same negatywne sygnały.
Powinnam się pogodzić z faktem że mojej matki nie zmienię
DObra starczy tego teraz zaległości torebka na kanwie Ona_i_Ja
Świnki się krzyżykują..
Dziś także zmusiłam się do upieczenia ciasta "gotowca" Kopiec kreta
Może dziełem to to nie jest ale lepszy rydz niż nic
____________________________________________________________________________________
Odp na komentarze:
Ania-Też się z tym zgadzam że leczenie może przedłużyć ale też nie musi życie alkoholika. Przeszłość zostaje i choć byśmy bardzo chcieli zapomnieć zawsze w którymś momencie naszego życia wróci
Halina-jetel -Staram się dać o siebie: Dziękuje za miłe słowa
Makneta-Na razie chyba jeszcze nie jestem gotowa na terapię muszę jeszcze do tego chyba "dorosnąć"
Asia-Espirt - Mi może matka nie grozi tym że sama się powiesi, tylko tyn że sama się w końcu zapije. Masz rację i co robić żyć z matką która truje Cię non stop czy zacząć myśleć tylko i wyłącznie o sobie. Chociaż sama wiem że jak bym się wyprowadziła nie dawałoby mi spokoju to co się z nią tam w domu dzieje.
Jawora- Wiem, że są różne fora w interenecie na temat DDA sama częsta tam piszę. Dziękuje i pozdrawiam:)
Mamuśka73- Olej matkę to tylko tak łatwo powiedzieć jaka by nie była ale to jednak jest matka. Ja wiem również to że jeżeli ona sama nie będzie chciała się wyleczyć to leczenie przymusowe nic jej nie da, bo raz już była. Ale jak ona pojedzie nawet na te głupie 3 miesiące na leczenie ja mam w domu spokój mogę spokojnie spać i nie martwić się czy mi chałupy z dymem nie puści, pod moją nie obecność bo tydzień temu już mało brakowało. Jest dorosła ale nie chcę żeby skończyła tak jak jej Świętej pamięci brat który spalił się we własnym domu (również był alkoholikiem) miał tylko 40 lat całe życie było przed nim...
Dziękuję za wszystkie komentarze:)
Tak szczerze mówiąc to do piątego roku życia to niewiele pamiętam. Ale z tego co kiedyś opowiadała mi babcia to cieszę się, że nic nie pamiętam. Bo to nie było nic miłego. Z biegiem lat stałam się tylko dodatkowo obrońcą taty podczas awantur, bo chociaż nie wiem dlaczego to dziwnie wyjatkowo matka troszke miękła jak stałam obok. Ale teraz już nie jestem tą małą dziewczynką, która chyba jeszcze wtedy nie zdawała sobie sprawy z tego co się w domu dzieje. Przykro o tym mówić. Zresztą praktycznie nikt z moich znajomych nie wie jaką mam sytuacje w domu. Bo i nie ma czym się chwalić. Jest mi tylko wstyd kiedy mam gości a matka kolejny już dzień jest pijana w domu.
Głównym efektem alkoholizmu matki jest moja nieufność. Jeśli nie możesz zaufać własnej matce, komu możesz zaufać? Zaufanie jest jak słaba istotka, która w trudnych warunkach zwykle pierwsza umiera. Czasami to juz odechciewa się tego życia. Codzień tylko myśli się czy dziś będzie wyjątkowy dzień kiedy matka będzie trzeźwa. Kiedyś jeszcze myslałam, że jest sporo tych dni, ale szybko się zorientowałam, że to tylko moje pobożne marzenia. Teraz każdy dzień wygląda tak samo. Niestety. Dlatego właśnie czasami dopadają mnie takie szare myśli.
Ale z drugiej strony chciałabym żeby znów poszła na leczenie. Może by się udało. Nawet sama ją usiłuję wysłać tylko nie wiem jak można to zrobić żeby było skutecznie. Już nawet stwierdziłam że razem z nią bym tam chodziła. Wiem że rodziny też są współuzależnione i wierzcie mi że sama po sobie już widzęże przydałaby i się jakaś terapia bo za szybko wpadam w nerwy i czasami nie potrafię nad tym zapanować. Tylko boję się że ta terapia niewiele mi pomoże.
Czy coś takiego może być w ogóle skuteczne? Przecież to są nasze odczucia i nasze emocje więc jak za pomocą jakiejś tam terapii można nad tym zapanować? A może ktoś z was już tam był?
Czekam na moment kiedy wkońcu będę mogła się wyprowadzić z domu. To chyba będzie najlepszy okres w moim życiu. Ale z drugiej strony zostawię w nim mamę więc już chyba do końca życia będę się zamartwiała czy jest cała i zdrowa.
Powiem wam że świetna perspektywa na życie mi się zapowiada :( chyba już taki mój los!
I jak go zmienić?








